Loading...

Artykuł o terapii czaszkowo-krzyżowej

Teoria

 

System czaszkowo-krzyżowy (inaczej zwany kranio-sakralny) można zdefiniować jako ostatni rozpoznany, funkcjonalny układ fizjologiczny. Jest to półzamknięty system hydrauliczny w mocnej, nieprzepuszczalnej dla wody membranie (opona twarda), która otacza mózg i rdzeń kręgowy. Funkcją tego systemu jest produkcja, cyrkulacja i absorbcja płynu mózgowo-rdzeniowego, w którym mózg i system nerwowy mogą się rozwijać, żyć i funkcjonować. Jego anatomiczne części to:

  • błony oponowe
  • struktury kostne, do których membrany oponowe są przyczepione
  • inne nie-kostne struktury tkankowe, które są w bezpośrednim kontakcie z błonami oponowymi
  • płyn mózgowo-rdzeniowy
  • wszystkie struktury związane z produkcją, resorbcją i kontrolowaniem płynu mózgowo-rdzeniowego

 

System czaszkowo-krzyżowy jest blisko związany i bezpośrednio wpływa na układ nerwowy, mięśniowo-szkieletowy, żylny, limfatyczny, wydzielania wewnętrznego i oddechowy. Nieprawidłowości w strukturze bądź w funkcjonowaniu tych układów mogą wpływać na system czaszkowo-krzyżowy. I odwrotnie – nieprawidłowości systemu CK będą miały skutki w rozwoju i funkcjonowaniu systemu nerwowego, szczególnie mózgu. System CK stwarza wewnętrzne środowisko do rozwoju, wzrostu i efektywnego funkcjonowania mózgu i rdzenia kręgowego, od momentu tworzenia się embriona aż do śmierci.

 

System czaszkowo-krzyżowy charakteryzuje się rytmiczną, ruchomą aktywnością, która trwa całe nasze życie. Ten ruch przejawia się w człowieku, innych naczelnych, psowatych, kotach i prawdopodobnie większości wszystkich kręgowców. Jest całkowicie różny od ruchów fizjologicznych związanych z oddechem i różny od aktywności układu sercowo-naczyniowego. Ruch układu czaszkowo-krzyżowego jest najbardziej wyczuwalny i czytelny na głowie. Jednak w ciągu praktyki i rozwijania umiejętności palpacyjnych może być w zasadzie odbierany gdziekolwiek na ciele.

 

W praktyce ruch kranio-sakralny wyczuwalny jest jako ruch dwufazowy: faza „opróżniania“ i faza „napełniania“; lub inaczej: przypływ i odpływ, pomiędzy nimi występuje moment pauzy – relaksacja. Fazy te są związane z ruchem kości krzyżowej i kości czaszki.

 

Prawidłowy rytm pływu u przeciętnego człowieka zawiera się między 8 – 14 cyklami (cykl to faza przypływu i odpływu) na minutę. W przypadkach patologicznych obserwuje się rytm pływów w ciągu mniej niż 6 cykli (w stanach depresji, śpiączki) lub w ciągu więcej niż 12 cykli na minutę (u osób nadpobudliwych, w stanach wysokiego wzburzenia).

 

Doświadczeni terapeuci mogą wyczuć palpacyjnie właściwie w każdym miejscu na ciele w jakim momencie cyklu jest pacjent. Ma to duże znaczenie przy diagnozowaniu problemów i zbieraniu informacji „z ciała“ na temat stanu pacjenta. Zbierane informacje dotyczą długości i siły poszczególnych faz cyklu, ich amplitudy i symetrii a także jakości ruchu. Na przykład niska amplituda świadczy o niskim poziomie witalności pacjenta i jego niskiej odporności, a tym samym wysokiej skłonności do zachorowania. Brak symetrii wskazuje, gdzie mogą być zlokalizowane różnorakie problemy: zmiany osteopatyczne w systemie mięśniowo-szkieletowym (dysfunkcje somatyczne), ogniska zapalne, traumy, cysty energetyczne, blizny chirurgiczne, zmiany naczyniowe itp. Nawet jeśli nie wiemy na jaki problem wskazuje asymetria, wiemy przynajmniej, gdzie jest umiejscowiony. Możemy wtedy za pomocą różnych technik dojść do źródła konkretnego problemu. Odnalezienie problemu nie jest jednak konieczne, wystarczy popracować nad przywróceniem symetrii, wtedy zwykle sama przyczyna znika. Celem terapii jest właśnie przywrócenie równowagi, terapeuta nie musi wiedzieć, jaka jest przyczyna danego stanu.

 

Ruch kranio-sakralny jest bardzo łatwo wyczuwalny dzięki systemowi powięziowemu naszego organizmu. Powięź to rodzaj tkanki łącznej, która chroni ciało przed rozpadnięciem. Zapobiega wypadnięciu wątroby, eksplodowaniu płuc i serca, i wpadnięciu jelit do miednicy. Rozpościera się bez przeszkód od stóp do głowy w formie podobnej do trójwymiarowej sieci pajęczej. Pokrywa ona i penetruje każdy mięsień, kość, nerw, tętnicę i każdą żyłę, jak również nasze organy wewnętrzne. Jest często porównywana do pończochy pod skórą, która utrzymuje organizm w należytym porządku i nie pozwala opadać narządom zgodnie z grawitacją. Jest to też swoista sieć informacyjna przenosząca dane dotyczące całego ciała. Mając ten model w głowie, jest oczywiste, że wszelkie blokady czy problemy z mobilnością tkanki w danym obszarze mogą być wykorzystane jako pomoc w lokalizowaniu procesu chorobowego. W jakiś sposób, prawdopodobnie przez system nerwowy, system powięziowy jest normalnie w stałym ruchu i koresponduje z ruchem czaszkowo-krzyżowym.

 

Wydaje się, że poprawne zdiagnozowanie i wywiad z pacjentem są kluczem do skutecznie przeprowadzonej terapii. Jednak z własnego doświadczenia wiem, że pacjenci często nie słuchają własnego ciała i nie wiedzą, gdzie leży problem, a informacje z systemu czaszkowego pokazują najczęściej zaburzenia do „natychmiastowego rozwiązania“. Nasze ciało w jakiś sposób potrafi asymilować problemy i radzić sobie z nimi na bieżąco. To pozwala nam bardzo długo funkcjonować, nawet jeśli kompletnie o siebie nie dbamy. Jednak, jeśli już coś zaczyna nam doskwierać świadczy to o tym, że nasz organizm nie daje sobie z tą sprawą rady. Na przykład częste bóle głowy mogą mieć źródło w ucisku na kość krzyżową spowodowanym wielogodzinnym siedzeniem w niewygodnej pozycji na niewygodnym krześle, ale niekoniecznie zmiana krzesła spowoduje poprawę stanu zdrowia.

 

Klient pojawia się na terapii z powodu bólu głowy, na który nie pomagają tabletki – w czasie diagnozy od razu widać, że główne zaburzenia w systemie czaszkowym są na poziomie kości krzyżowej. Po pracy terapeutycznej nad kompresją tej kości jednak okazuje się, że głównym problem jest trauma po silnym uderzeniu w brzuch (w okresie nastoletnim) wyczuwalna w postaci bańki energetycznej na wysokości splotu. Ciało klienta asymilowało ją przez długie lata, ale w miarę upływu czasu przestało sobie z nią radzić, co spowodowało, że klient coraz częściej się kurczył (osłaniając brzuch) i przebywając stale (nieświadomie) w takiej pozycji powodował kompresję kości krzyżowej, a to doprowadziło do kompresji kości czaszki i w konsekwencji – bólów głowy. Sam klient nie pamiętał już tego wydarzenia, ale w czasie sesji, będąc w stanie relaksu przypomniał sobie, że takie wydarzenie miało miejsce i rzeczywiście było traumatyczne i bolesne fizycznie. Także zbieranie wywiadu od pacjenta najczęściej daje nam tylko ogólny obraz, w którym miejscu pacjent najdotkliwiej odczuwa skutki nieprawidłowego działania całego systemu czaszkowo-krzyżowego.

 

Dla terapeuty bardzo ważne jest rozwijanie umiejętności palpacyjnych i „słuchania“ ciała pacjenta. John Upledger (jeden z ojców terapii CK) wysnuł teorię, że każdy z nas ma tzw. „wewnętrznego lekarza“, który pomaga nam utrzymywać organizm w stanie zdrowia, bez naszego świadomego udziału. Podczas terapii czaszkowej terapeuta powinien nawiązać kontakt z wewnętrznym lekarzem pacjenta i podjąć z nim dialog. „Zapytać“ wewnętrznie, gdzie leży przyczyna dolegliwości i tam skierować swoją uwagę. Taki dialog wymaga od terapeuty wyjątkowego skupienia i pracy z szacunkiem dla drugiego człowieka.

 

Powszechnie uważa się, że palpacja to dotyk za pomocą dłoni, jednak przy tej formie pracy z pacjentem możemy nauczyć się pracy całym ciałem. Niektórzy przeprowadzają terapię dotykając samymi palcami, inni całymi dłońmi, a część terapeutów odczuwa pewne wrażenia w swoim ciele i to daje im możliwość skierowania uwagi na te rejony u pacjenta. W praktyce wygląda to jak energetyczne zespolenie się z pacjentem w obrębie jednego pola energetycznego. Powoduje to zwiększenie umiejętności odczytywania problemów i precyzyjnej pracy z nimi. Większość terapeutów kranio-sakralnych pracuje z zamkniętymi oczami – zwiększa się wtedy ogólna wrażliwość sensoryczna i zaufanie dotykowi. Dotyk pacjenta, czy to podczas diagnozowania, czy podczas terapii daje nam możliwość dotarcia do źródła informacji. Trzeba wyłączyć wtedy krytyczny umysł i otworzyć się na wszystkie informacje, które do nas płyną bez oceniania ich, zadawania pytań i prób racjonalizacji. Z czasem, w miarę praktykowania, terapeuta w ogóle nie podejmuje prób zdiagnozowania pacjentów, jest tylko współuczestnikiem zdrowienia pacjenta. Udziela swojej aktywnej obecności i umiejętności towarzyszenia drugiemu człowiekowi w środowisku pełnym akceptacji. Procesy zdrowienia mają wtedy szanse zadziać się same, bez czynnego udziału terapeuty. Jego udział jest tylko intencyjny. Im bardziej terapeuta jest pasywny w działaniu tym efekty terapii są szybsze, ma się wrażenie, że wszystko „samo“ się dzieje.

 

Trudno jest zaakceptować taki udział w terapii, gdyż nasz „zachodni“ umysł jest przyzwyczajony do ciągłego działania i tylko w aktywności widzi szanse na konkretne efekty. Dzięki współczesnym badaniom nad mózgiem wiemy już, że nasz mózg podzielony jest na dwie półkule, z których każda odpowiada za inne funkcje. Lewa półkula jest racjonalna, konstruktywnie myśląca i krytyczna, prawa za to kreatywna, fantazjująca, obdarzona wyobraźnią i intuicją. W procesie zachodniej edukacji, jakiej jesteśmy poddawani, szczególnie kładzie się nacisk na nauki ścisłe, gdyż efekt naszych wysiłków w tych dziedzinach jest łatwiejszy do ocenienia. Przez to nadmiernie rozwijamy lewą półkulę i zaniedbujemy prawą. Rozwój prawej strony mózgu jest tolerowany w zawodach związanych z kreatywnością – z muzyką, sztuką czy literaturą. Często jednak oceniamy te zawody jako sprzyjające bujaniu w chmurach i przez to gorsze w stosunku do tych podlegających lewej półkuli i mocnemu staniu na ziemi. „W efekcie lewa półkula urosła do hiper-krytycznej, egocentrycznej, wszechwiedzącej, zastraszającej i prawie autonomicznej. Z drugiej strony prawa półkula jest spokojna, wycofana, nieśmiała, zastraszona i właściwie niedojrzała. Może ona mieć dostęp do bogactwa wglądów intuicyjnych, które są jednak w większości niewykorzystane, bo jak tylko jakiś pomysł pojawi się po prawej stronie i przeniknie do świadomości, natychmiast lewa strona powie ci dlaczego jest on niemądry i irracjonalny”[1].

 

W przypadku rozwijania zdolności palpacyjnych i postrzegania ruchu czaszkowo-krzyżowego najlepiej jest całkowicie wyłączyć myślenie za pomocą lewej półkuli. Trzeba pozwolić sobie przyjąć, że wrażenia, które do nas docierają nie są wytworem naszej wyobraźni tylko rzeczywistym przekazem. Trzeba pozwolić rozwinąć się prawej półkuli i nauczyć się korzystać z jej intuicyjnych doświadczeń. „Jeśli raz podążysz za tym rodzajem percepcji i odbioru sensorycznego, jako empirysta raczej niż naukowiec, potem, gdy twoje umiejętności palpacyjne i prawa strona mózgu rozwiną się, będziesz miał mnóstwo czasu na podejście krytyczne i ocenę napływających informacji”[2].

Terapia

 

Należy zrozumieć, że człowiek jest całością, nie można poddać terapii tylko bolącej głowy, czy fragmentu kręgosłupa. Objawy fizyczne są wierzchołkiem góry lodowej, często ostatnią szansą organizmu na pokazanie nam, że coś niedobrego dzieje się już od dłuższego czasu. To swoiste wołanie: POMOCY!, jakie nasze ciało wysyła nam byśmy w końcu zaczęli nad sobą pracować. To swoisty zawór bezpieczeństwa ratujący nas przed naszą niefrasobliwością. Jak powiedziano już w starożytności „wszystkie choroby biorą się z głowy“, czyli nasz stan psychiczny odpowiada za nasz stan fizyczny. Nawet jeśli nie umiemy tego sprawdzić, ani udowodnić i nasza lewa, racjonalna półkula domaga się wyjaśnień. Całe nasze życie od momentu poczęcia aż do śmierci jest pewną kontynuacją, a być może tylko fragmentem dłuższego ciągu. Implikuje to, że nie zawsze mamy wpływ na to, co się z nami dzieje (na przykład w łonie matki), ale przez większość życia możemy jednak świadomie dbać o swoją kondycję psychiczną i fizyczną.

 

U podstaw terapii czaszkowo-krzyżowej stoi twierdzenie, że w każdym z nas jest zapisana swoista matryca doskonałego zdrowia i jest nam dostępna wrodzona mądrość samouzdrawiania, która może się ujawnić, gdy ma odpowiednie warunki. Owa matryca jest zapisana w płynie mózgowo – rdzeniowym i pracując terapeutycznie możemy pomóc pacjentowi do niej dotrzeć. Istotna jest tu jakość obecności terapeuty i jego uważność na drugiego człowieka. „Według najnowszych koncepcji TCK ludzie są postrzegani jako ekspresja samego życia. Życie natomiast przejawia się jako ruch i pulsacja, czyli manifestacja podstawowych energii, ożywiających wszystko – »pierwotnego oddechu życia« (Primary Respiratory System PRS)”[3]. I tak główną intencją pracy czaszkowo – krzyżowej jest umożliwienie wyrażenia się „oddechu życia“ w pełni. Terapeuta jedynie wspomaga proces uzdrawiania, nie rości sobie praw do bycia uzdrowicielem. Jest świadkiem i poprzez nieoceniającą obecność pozwala pacjentowi samemu dotrzeć do własnej matrycy zdrowia.

Praktyka terapeutyczna

 

W praktyce terapii CK wyróżniane są dwa podejścia: biomechaniczne i biodynamiczne, oba przedstawię poniżej. Osobiście uważam, że są równie skuteczne, różnią się tylko techniką i tym, jak je wykona terapeuta. Jeśli terapeuta jest uważny i wykonuje swoją pracę z szacunkiem, właściwie nie ma znaczenia, jakie podejście zastosuje. Mam przeświadczenie, że jeśli zaufam procesowi uzdrawiania, dostanę intuicyjnie wskazówki, jak pracować. Jeśli terapeuta zna różne metody może je dopasowywać do konkretnych pacjentów, inaczej pracuje się z dziećmi, osobami starszymi, czy mającymi problemy z położeniem się w konkretnej pozycji.

 

Zwykle pacjent kładzie się w ubraniu, na plecach na łóżku masażowym. Trzeba go przykryć, by w czasie zabiegu się nie wyziębił. Zadbać o jego wygodę, podłożyć płaską poduszkę pod głowę czy wałek pod kolana; niektórzy proszą o podkładkę pod odcinek lędźwiowy kręgosłupa. Należy uwzględnić, że pacjent będzie leżał w tej pozycji przez pewien czas – zależny od zabiegu i musi mu być ciepło i wygodnie.

 

Metoda Johna Upledger’a – biomechaniczna:

1. Na początku sprawdzamy w 10 punktach na ciele pływalność płynu mózgowo – rdzeniowego, jego amplitudę, jakość, ilość cykli na minutę i ogólnie „wsłuchujemy“ się w ciało pacjenta. Dotykamy pacjenta rownocześnie obiema dłońmi, dotykanie powinno być bardzo delikatne, nieinwazyjne, ale na tyle wyczuwalne, by pacjent wiedział gdzie obecnie znajdują się nasze ręce, co powoduje poczucie zaufania i bezpieczeństwa.

2. Przechodzimy do rozluźnienia struktur poprzecznych, tzw. 4 przepon, co jest kluczowe przy tym podejściu, zaczynając od przepony miednicowej. Jedną rękę umieszczamy pod kością krzyżową pacjenta (górna część pośladków), a drugą na brzuchu, poniżej pępka, i wykonujemy delikatny nacisk (tak, jak byśmy naciskali powiekę nie powodując dyskomfortu w gałce ocznej – nacisk około 5 gram). Ręce trzymamy nieruchomo, nie zwalniając nacisku i pozwalając powięzi i kościom na dowolne ruchy. Za pierwszym razem trwa to zwykle około 20-30 minut. Później przesuwamy się wyżej i odblokowujemy przeponę na wysokości serca, górnego otworu klatki piersiowej i kości gnykowej. Stale trzymamy jedną rękę pod ciałem pacjenta, a drugą na ciele. W czasie pracy mentalnie staramy się złączyć dłonie. Udaje się to zwykle, gdy cała powięź pomyślnie odkręci się w danym rejonie i zostanie przywrócona równowaga.

3. Następnie rozluźniamy struktury pionowe: stawy krzyżowo – biodrowe, połączenie lędźwiowo – krzyżowe i szczytowo – potyliczne.

4. Na końcu rozluźniamy oponę twardą rdzenia kręgowego i mózgu.

5. Ponownie sprawdzamy pływalność płynu rdzeniowego w 10 punktach na ciele.

 

Metoda biodynamiczna Franklina Sills’a (również uważanego za jednego z ojców terapii czaszkowo-krzyżowej):

1. Siadamy za głową pacjenta i nawiązujemy z nim kontakt energetyczny, ustalamy punkty podporu, tzw. uziemienie terapeuty. Ma to na celu nieinwazyjne połączenie się z pacjentem w czymś w rodzaju „bańki energetycznej” (czy kokona). Podczas terapii pracujemy razem w jednym polu energetycznym, jednak terapeuta w żaden sposób nie ingeruje w ciało czy psychikę pacjenta.

2. Następnie umieszczamy ręce na jego głowie w jednym z proponowanych chwytów. Obserwujemy fluktuacje podłużną i poprzeczną oraz moc płynu rdzeniowego i jego zasoby (symetrie układu, ewentualne przesunięcia).

3. Przy głowie i kości krzyżowej „włączamy” się w ruch płynu mózgowo – rdzeniowego i namierzamy opory lub blokady w rurze opony twardej i przestrzeni podtwardówkowej. Przy pracy z blokadami stosujemy techniki opracowane przez dr Sillsa, głównie polegające na stosowaniu punktów zaciszania, czyli kierowania swojej uwagi do danego miejsca i czekaniu aż organizm sam wzmocni swoje zasoby w tej przestrzeni.

4. Otwieramy przepony poprzeczne (miednicową, oddechową, wlot piersiowy, gnykę i podstawę czaszki).

5. Odwijamy kości czaszki: czołową, ciemieniowe, klinową i skroniowe, pracujemy z systemem membran wewnątrzczaszkowych i drenujemy zatoki żylne mózgu: punkt zlewu zatok, potylica, zatoka poprzeczna, zatoka prosta i zatoka strzałkowa.

6. Po zakończeniu odwijania włączamy się ponownie w fluktuację podłużną pływu i obserwujemy różnice w cechach płynu. Utrwalamy efekty uwolnień i odwijań.

 

Jest to coś w rodzaju podstawowego protokołu terapeutycznego, jednak każdy może dopasować go do potrzeb własnej pracy i zmodyfikować. Uczy się go na pierwszym stopniu kursu terapii czaszkowej i znając go, można z powodzeniem przeprowadzać bardzo skuteczne zabiegi. Na kolejnych stopniach nauki metody Sills’a przekonujemy się, że jego podejście, mimo podobieństw w chwytach i założeniach teoretycznych do metody Upledgera, jest terapią czysto energetyczną. „Niektóre podejścia TCK są bardziej mechaniczne – podkreślają strukturalne podejście do ciała. Metody używane wówczas manifestują tkanki ciała koncentrując się na hamowaniach. W podejściu energetycznym często też pracujemy na tych poziomach, ale robimy to z perspektywy sił energetycznych, które są u podstawy tych objawów i pomagamy tym siłom znaleźć stan równowagi – to zezwala na reorganizację tkanek i schematów energetycznych i włączenie się we wrodzone zasoby uzdrawiania, proces uzdrawiania może zamanifestować się od środka. Energetyczne podejście do TCK zajmuje się warstwami, które często nie są dotykane przez inne podejścia i wyczuwa rezonans różnych poziomów – jest podejściem holistycznym(…) Używa percepcji terapeuty, zdolności dotykania, refleksji i jego jakości obecności aby pomóc pacjentowi”[4].

 

Obie te metody opierają się na pracy w podstawowym rytmie czaszkowo-krzyżowym zawierającym się w 8-14 cyklach na minutę (zwanym rytmicznym impulsem czaszkowym lub impulsem pierwotnego oddychania). Jednak w metodzie Sills’a, przy kolejnych stopniach zaawansowania, terapeuci uczą się pracować w rytmie średnim i długim.

 

Rytm średni to impuls rytmiczny zawierający się w 2,5 cyklach na minutę zwany manifestacją „płynu w płynie” lub pływem mocy. Leży on u podłoża amplitudy ruchu czaszkowo-krzyżowego wszystkich tkanek ciała. Praca w tym pływie to dotarcie do bezpośredniego wzorca zdrowia i możliwość najszybszej regeneracji.

 

Pływ długi „stanowi głębsze wyrażenie oddechu życia w systemie i jest wyrazem zdrowia systemu”[5], jego jeden cykl zawiera się w 90 sekundach. Odczucie tego pływu pojawia się stosunkowo rzadko, i pacjent i terapeuta muszą być bardzo wyciszeni. Gdy się pojawia, jest to wrażenie rozpłynięcia się w otaczającej rzeczywistości, poczucie jedności i zespolenia. Wszystkie te pływy manifestują się jednocześnie, który z nich nam się objawia zależy od naszej percepcji, intencji i umiejętności wyciszenia się, a także utrzymania pełnej koncentracji na pracy terapeutycznej. Z własnego doświadczenia wiem, że najprzyjemniejsza jest praca w długim rytmie – za każdym razem mam wrażenie, że tworząc wraz z pacjentem pole energetyczne rozpadamy się na mikroskopijne cząsteczki, które swobodnie przenikają się nawzajem i z otoczeniem. Jednocześnie nie jest to poczucie dezintegracji, tylko cudownego zespolenia się, powrotu do naturalnego stanu rzeczy. Można to obrazowo porównać do roju pszczół, które są odrębnymi istotami, ale razem tworzą jeden organizm, niepołączony fizycznie, ale przenikalny przez światło, powietrze itd.

 

Dr Sills zauważył, że poza długim rytmem istnieje jeszcze dłuższy pływ o cyklach 15 do 20 minut. Wydaje się to być manifestacją oddechu życia przekraczającą bariery fizycznego ciała. Być może świadome zespolenie się z tym rytmem powoduje spowolnienie wszystkich funkcji życiowych i oddechu, i trwanie przez długi czas w nieustannej homeostazie.

 

Niezależnie od wyboru metody pracy, zabieg zwykle trwa około 40-70 minut z osobą dorosłą i 15-40 minut z dzieckiem, w zależności ile potrafi ono spokojnie wyleżeć. Trudno powiedzieć ile ma trwać cała terapia, czasem po jednej sesji problem znika, a czasem dopiero po serii zabiegów pacjent ma wrażenie, że jego stan zadawalająco się poprawił. W niektórych przypadkach dobrze się sprawdza terapia długoterminowa, np. jeden zabieg co dwa tygodnie przez kilka miesięcy. Wszystko zależy od pacjenta, jego woli pracy z problemem (także na polu emocjonalnym) i umiejętności terapeuty.

 

Często jestem pytana jak trwałe są efekty TCK – z własnego doświadczenia i relacji innych terapeutów wiem, że każda poprawnie przeprowadzona sesja powoduje poprawę problemu, a czasem zupełnie niespodziewanie dla pacjenta daje też pozytywne efekty w innych miejscach. Jednak bardzo dużo zależy od samego pacjenta i jego determinacji by efekty były trwałe. Jeśli ktoś ma stale problem np. ze zgrzytaniem zębami, można poprzez pracę z kośćmi twarzoczaszki doprowadzić do uwolnienia napięć i zablokowań w rejonie żuchwy. Przyczyna tego stanu rzeczy może być mechaniczna – jakiś uraz okołoporodowy lub kontuzja, ale też i problemy emocjonalne, nieumiejętność rozładowywania złości itp. Przyczyny mechaniczne są łatwiejsze do usunięcia i efekty pracy z nimi są trwałe, przyczyny emocjonalne wymagają pracy pacjenta także na innych polach. Zdarza się jednak, że terapia czaszkowa jest pierwszym krokiem do poprawy jakości życia, ludzie często uświadamiają sobie prawdziwe przyczyny swoich dolegliwości i mają impuls do dalszej pracy nad sobą.

 

Tak jak przy wszystkich terapiach manualnych, w TCK również musimy zadbać o dobre samopoczucie pacjenta i stworzyć mu możliwie najlepsze warunki do zrelaksowania się. Ważne jest zbudowanie zaufania pomiędzy terapeutą i pacjentem, i zapewnienie mu poczucia bezpieczeństwa oraz komfortu psychicznego. W dzisiejszych zabieganych czasach większość z nas jest szalenie zestresowanych, trudno jest nam „wyłączyć” się nawet na chwilę i poświęcić sobie trochę czasu. Sesja terapeutyczna i podejście osoby przeprowadzającej terapię powinno to umożliwiać. Im pacjent dłużej będzie przebywał w stanie relaksacji, tym efekty terapii będą trwalsze i szersze.

 

Podczas sesji terapeutycznych większość pacjentów zasypia lub zapada w stan głębokiego relaksu. Część osób nawiązuje kontakt ze swoim ciałem i na bieżąco relacjonuje wrażenia: przechodzące prądy ciepła, zimna, mrowienie, ucisk wewnątrz czaszki, szumy, ruchy kości, ciągnięcie skóry itp., część osób płacze, śmieje się lub głęboko wzdycha – co świadczy o uwolnieniach emocjonalnych. Wszyscy zaraz po zabiegu odczuwają pewne zmiany w swoim stanie, jeśli nie całkowitą poprawę (np. brak bólu), to przynajmniej uczucie odprężenia, rozleniwienia i zrelaksowania. Zwyczajowo przyjmuje się, że do 48 godzin po sesji mogą zachodzić w ciele pewne procesy i warto zwrócić na siebie szczególną uwagę.

Podsumowanie

 

Terapia czaszkowo-krzyżowa jest uniwersalną formą pracy terapeutycznej z drugim człowiekiem. Jej założeniem jest, że każdy z nas ma w sobie matrycę doskonałego zdrowia, która nigdy nie ginie. W czasie terapii wzmacnia się naturalne mechanizmy pacjenta do samouzdrawiania, co powoduje szybkie zdrowienie na polu fizycznym, psychicznym i emocjonalnym. Traktuje istotę ludzką jako całość, gdzie zniesienie oporu czy zaburzenia w dowolnej części wpływa na poprawę całego układu. Terapeuta nie musi mieć rozległej wiedzy medycznej, liczy się jego aktywna obecność, czyli umiejętność skupienia się na tu i teraz. Kontakt fizyczny z pacjentem jest zawsze delikatny i pełen szacunku, niewartościujący.

 

TCK jest terapią komplementarną do innych form leczenia. Należy pamiętać, że nie zastąpi ona medycyny konwencjonalnej, podawania leków czy leczenia operacyjnego, ale doskonale je uzupełnia. Dla mnie osobiście cudowny jest przywilej pracy z wewnętrznym lekarzem pacjenta i poczucie nieustannego prowadzenia podczas terapii. Jest to jeden z momentów, kiedy mogę wyłączyć lewą półkulę mózgu i zaufać intuicji oraz wewnętrznemu wglądowi. Często podczas sesji dostaję informacje na temat traumatycznych zdarzeń w życiu pacjenta, ich głęboko skrywanych problemów czy frustracji. Cieszy mnie, że mogę swoją obecnością pomóc w ich rozpuszczaniu i tym samym przyczynić się do poprawy kondycji psycho-fizycznej pacjenta.

Bibliografia

 

1. Upledger, John E..: Craniosacral Therapy, Eastland Press, Seattle 1997

2. Upledger, John E.: Your inner physician and you, North Atlantic Books, Berkeley, California 1997

3. Ogorevc, Marian: Diagnostyka karmiczna, Wydawnictwo Kos, Katowice 2009

4. Burger, Bruce: Anatomia energetyczna, Virgo, Warszawa 2008

5. Franklin, Eric N.: Świadomość ciała, Kined, Warszawa 2007

6. Walasek, Grażyna: Materiały szkoleniowe Kursu Terapii Czaszkowo-Krzyżowej I, II, III stopnia, Warszawa 2009

7. Dethlefsen, Thorwald; Dahlke, Rüdiger: Przez chorobę do samozpoznania, Świat Książki, Warszawa 1996

8. Brennan, Barbara A.: Dłonie pełne światła, Amber, Warszawa 1995

9. Agrawal, Preeti: Odkrywam macierzyństwo, wydano nakładem autorki, Wrocław 2007

10. Wright, Susan: Ulecz się sam!, Klub dla Ciebie, Warszawa 2007

11. Kok Sui, Choa: Uzdrawianie energią kolorów, Wydawnictwo Medium, Konstancin – Jeziorna 2002

12. Gilchrist, Roger: Podstawy terapii czaszkowo-krzyżowej, Virgo, Warszawa 2013

13. Peirsmann, Neeto&Etienne: Terapia czaszkowo-krzyżowa u dzieci i niemowląt, Virgo, Warszawa 2011

14. Kern, Michael: Mądrość ciała, Virgo, Warszawa 2010

 

[1] Upledger, John: Craniosacral Therapy, Seattle, Eastland Press1997, str 26

[2] Upledger, John: Craniosacral Therapy, Seattle, Eastland Press1997, str 27

[3]materiały szkoleniowe Kursu Terapii Czaszkowo-Krzyżowej I stopnia, prowadząca dr G. Walasek

[4]materiały szkoleniowe Kursu Terapii Czaszkowo-Krzyżowej II stopnia, prowadząca dr G. Walasek

[5]materiały szkoleniowe Kursu Terapii Czaszkowo-Krzyżowej II stopnia, prowadząca dr G. Walasek